Vinisfera

Biuro Prawda

We wrześniu 2022 roku ma zostać ogłoszona kolejna klasyfikacja wina w Saint-Emilion. Co oznacza, że teatr czy raczej cyrk z Saint-Emilion wciąż nie odjechał. Tym razem nie trzeba było czekać września i kolejnych być może procesów sądowych, aby wybuchnął jeszcze jeden skandal. Bo skandal zdążył wybuchnąć wcześniej.
Przypomnę, że klasyfikacja z terminowego roku 2006, czyli, jak nakazuje regulamin, dziesięć lat po klasyfikacji poprzedniej w 1996, została anulowana, a klasyfikacja ratunkowa z roku 2012, choć ostatecznie niepodważona, wywołała całą masę protestów, z których część trafiła na wokandę; niektóre procesy nadal trwają.
Od 2012 roku upłynęło przepisowych dziesięć lat i historia znowu się zagęszcza. Dwie najważniejsze posiadłości, Cheval Blanc i Ausone, zabrały swoje zabawki i wycofały się z klasyfikacji. Jako oficjalny (czyli nieprawdziwy) powód podały swoją niechęć wobec punktowego systemu oceniania, który przewiduje, że część punktów służących za podstawę do klasyfikacji zostanie przyznana za obecność posiadłości w mediach społecznościowych, kinie i prasie. Wycofał się też Angelus, tyle że honorowo. A to dlatego, że sąd orzekł, iż jego właściciel, Hubert de Boüard, nadużył swych funkcji jako ówczesny – w roku 2012 – Prezydent Stowarzyszenia Grands Crus Classés dla promowania swojej posiadłości, która awansowała do najwyższej kategorii Premier Grand Cru Classé A.
W wyniku tych trzech dezercji szpica klasyfikacji zmalała z czterech châteaux do jednego: Château Pavie. Niewątpliwie od tej trójki słabszy. Parę razy go próbowałem: dla mnie kicha, przegrzane.
Wycofało się też parę innych, mniej znanych posiadłości. Niektóre uznały, że niepotrzebne im są ordery na piersi z powodu pozornie paradoksalnego: otóż awans w klasyfikacji z automatu podbija – i to bardzo mocno – cenę ziemi. Co za szczęście! Które może wywołać nieszczęście: bochenek do rodzinnego podziału rośnie, pojawiają się inwestorzy, przekupują, rozwalają rodzinną jedność (w tym stuleciu aż trzydzieści posiadłości grand cru classé, zmieniło właściciela, banki i holdingi rozkręciły karuzelę).

Wiele emocji budzi też sam sposób oceniania. W roku 2012 punkty za samą jakość wina, czyli za wyniki degustacji (dziesięciu ostatnich roczników), stanowiły jedynie 30% całej oceny. W tym roku ma to się nieco zmienić, już nie 30 a 50%. Reszta to rozpoznawalność posiadłości w świecie nie tylko winiarskim, ceny, jakie wino osiąga, i inne niejakościowe czynniki.
No ale dalej wkoło jest wesoło. Ostatnio zainteresowanych rozbawiła albo rozwścieczyła organizacja odpowiedzialna za przeprowadzenie całego procesu, Bureau Vérité (czyli „Biuro Prawda”; tak mógłby brzmieć tytuł niezłego serialu), które zamieściło w internecie ogłoszenie. Otóż Biuro Prawda poszukuje degustatorów z dziesięcioletnim doświadczeniem (czy to aż tak dużo?), którzy zasiedliby w wysokim jury d/s. klasyfikacji. Doświadczenie degustacyjne jest jedynym warunkiem; nie wymaga się ani znajomości terroir, ani wiedzy o winach z Saint-Emilion, o ich produkcji, o tym, jak się starzeją itd. Gdybym się zgłosił z kolegą Kapczyńskim (dwadzieścia parę lat lat doświadczenia), to byśmy pogonili Château Pavie tam, gdzie pinot noir rośnie!
Nie ma wątpliwości, że Saint-Emilion dusi się własnym powodzeniem. Klasyfikacja przyniosła wielkie korzyści finansowe i wizerunkowe, lecz korzyści mają to do siebie, że trzeba się nimi dzielić. Peleton niesklasyfikowanych może pędzić ile sił w nogach za czołówką, lecz w cenach win i tak jej nie dogoni. Stąd nieustanne zamieszanie, wojenki i spory. W roku 2012 sklasyfikowano 82 posiadłości. W tym roku zanosi się na dobrą setkę, żeby zamknąć buzię choć części niezadowolonych.
Dziennikarze francuscy bawią się we własne klasyfikacje (mocno w górę idą na ogół Clos Fourtet i Figeac, moim zdaniem oba zakwalifikują się we wrześniu do najwyższej kategorii) albo eksperymentalnie sprawdzają, jakby wyglądała klasyfikacja dzisiaj, gdyby zastosowano kryterium z klasyfikacji medokańskiej z roku 1855, czyli same ceny win. Tamta klasyfikacja pozostaje niewzruszona i Lewy Brzeg ma święty spokój. Oczywiście wywołuje ona nadal różne spory, lecz służą one do zapełniania czasu przy kawie czy kieliszku, a nie do kreślenia nowych projektów. Jak mawiała mi przez całe życie mama, nie ruszaj g…, bo śmierdzi. Więc nawet jeśli śmierdzi, nie warto klasyfikacji ruszać.
Prawy Brzeg, a konkretnie Saint-Emilion, wymyślił ją zbyt późno, by stała się takim czy innym, lepszym czy gorszym, dziedzictwem. Z portretem pradziadka się nie dyskutuje, ale z żywym sąsiadem jak najbardziej. Pomerol wybrał inną drogą niż Saint-Emilion, no ale apelacja jest niezbyt duża. Pan Bóg rynku rozpoznał w Pomerolu swoich i miło w Pomerolu jest.
Oczywiście narzuca się pytanie o sens dalszego klasyfikowania win Saint-Emilion. Czy istnieje życie bez Ausone, Cheval Blanc i Angelus? Czy miałaby sens Liga Mistrzów bez Realu, Barcelony i Manchesteru? Dwadzieścia lat temu trzeba by się nad odpowiedzią zastanawiać. Dzisiaj, w obliczu tylu nowych dokonań i trendów w winiarstwie jest ona łatwiejsza. Jeśli ktoś, jak niżej podpisany, woli sięgnąć po gamay z 12% alkoholu z Côte Roannaise (świetna Domaine Serol) za 16 euro niż po Pavie za 600, odpowiedzią jest wzruszenie ramion. Powiada się co prawda, że na starość człowiek głupieje… No cóż, dostarczyłem Wam dowód.

Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.

Vinisfera Przewiń do góry