Vinisfera

Diesel Farm

Vinisfera otrzymała do kontrolnej degustacji kilka win z dwóch posiadłości w północnych Włoszech; Diesel Farm i Andreola. Dzisiaj o pierwszej z nich.

Diesel Farm położona jest w Wenecji Eugenejskiej, nieopodal miasteczka Marostica, w pobliżu Bassano del Grappa. Diesel Farm – 300 m. npm – wpisuje się całkowicie w okoliczny pejzaż, nie ma tu murów, płotów, zwierzęta leśne cieszą się tu  pełnym prawem bytu. Farma jest polikulturowa, uprawia się tu różne warzywa, gaj oliwny, również hoduje bydło. To posiadłość w pełni oddana organicznym praktykom: słowo „ecosystem” i „bioróżnorodność” są jednym z fundamentów tutejszego podejścia do upraw.  Stoi się tu na straży minimalnej interwencji w procesie winifikacyjnym i odrzuca na winnicy wszelkie produkty chemii syntetycznej. Powstała ona z inicjatywy Renzo Rossi w roku 1993 na stu hektarach; pierwsze wina, które nadzorował uznany enolog Roberto Cipresso, przyszły na świat w roku 1999. W piwnicy używa się głównie duże jajkoidalne kadzie betonowe.

Są one klasyfikowane jako berganze doc. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz (czy w ogóle) piłem wina z tej skromnej apelacji. Przyznam, że w związku z tym podchodziłem do nich z aprioryczną nieufnością, tym bardziej, że podstawą są tutaj odmiany francuskie. Moje uprzedzenia okazały się całkowicie niesłuszne. Wina tworzone są w duchu, który właściciele określają jako „nowoczesny”, lecz jest to, by tak rzec, nowa nowoczesność: to znaczy taka, która stawia na delikatność, powściągliwość, eteryczność. Zatem nie nowoczesność sprzed kilku lat, kiedy to przyklejało się to określenie do win mocarnych, jak to mówiliśmy, napakowanych. Tutejsze pino nero, zwane Nero de Rosso (rocznik 2024, 13 % alk) powstało z gleb wulkanicznych, bazaltowych i starzone 12 miesięcy w drzewie jest, wedle modnego teraz obecnie określenia francuskiego, „infusion”, naparem z gron.  Barwy niemal różowej, bardzo lekkiej, dyskretnie aromatycznej, kryje w sobie mimo całej swej pieszczotliwej elegancji skalistą głębię ( w końcu mamy tu gęste nasadzenia, ponad 8000 krzewów na hektar); dla mnie to najlepsze z czterech prezentowanych win. Drugie czerwone, Rossi de Rosso (2016, 13,5% alk), typowy kupaż bordoski winifikowany w cemencie, miało również, przy łagodnych garbnikach, uroczą delikatność, której brakuje mi ostatnio – i to bardzo – w winach z Bordeaux.  Bardzo dobre, niewiele przeze mnie niżej ocenione było Bianco di Rosso (2023, 12% alk), chardonnay, które spędziło sześć miesięcy w drzewie, lecz – podobnie jak inne wina – pozbawione było nachalnych nut beczkowych. Stylistycznie podobne do wyżej wymienionych. I wreszcie Celebrating 55, wino stworzone na urodziny właściciela, 50% chardonnay, 50% pino nero, bąbelki wytworzone metodą klasyczną z ręcznym remuage. Duża klasa z rasową pienistością, harmonijne; w przeciwieństwie do szampanów przynoszące nie nuty chlebowo-maślane, lecz kwieciste i owocowe. Gdyby wrażenia zamienić na punkty, na pewno zaczynać ny trzeba było od 90.

Dla takich jak ja, wiernie oddanym francuskim odmianom uprawianym na francuskim gruncie, degustacja tych czterech win była odkrywcza: warto szukać tego samego gdzie indziej; gdzie indziej okazuje się całkiem nowym rozdaniem. Na wszelki wypadek poczęstowałem winami znajomych winomanów; potwierdzili moje odczucia. Problemem są ceny. Usprawiedliwione nakładami i troską włożoną w uprawę win, lecz wysokie dla tych, którzy porównują je z cenami odpowiedników francuskich. Oczywiście takie porównanie nie ma sensu; północne Włochy stanowią dla francuskich odmian inny dom, koniec kropka. Nie ma sensu, lecz podejrzewam, że trudno się takiemu porównaniu oprzeć. Wina z Diesel Farm nadawałyby się z pewnością dla wysokiej klasy restauracji, nie tylko włoskich; odważni somelierzy mogliby je wprowadzać na swoje listy, ale praca, by przekonać klienta, aby miast szampana sięgnął po Celebrating 55, miast medoka po Rosse de Rosso, albo miast gevrey-chambertin village sięgnął po Nero di Rosso, jest do wykonania. Zachęcałbym, zwłaszcza w tym drugim i trzecim przypadku ( w wypadku musiaka sprawa jest najtrudniejsza), bo trzeba wychodzić z niewoli przyzwyczajeń i przesądów i nie szukać wciąż tego samego (sam jestem niewolnikiem, przyznaję) gdzie indziej.

Marek Bieńczyk

- pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.

Vinisfera
Przewiń do góry

Jeżeli chcesz skorzystać z naszej strony musisz mieć powyżej 18 lat.

Czy jesteś osobą pełnoletnią ?

 

ABY WEJŚĆ NA STORNĘ

MUSISZ MIEĆUKOŃCZONE

18 LAT