Vinisfera

Przyjemna krew winogron

Francesco Redi napisał list do Wszelkich Instytucji Walczących Z Alkoholem W Każdej Jego Ilości. List jest wierszowany, oto jego fragment:

Tam na Antinorich wzgórzach wyniosłych,
Które nazwę od Róż wzięły
O jakże, jakże radosny
Z najczarniejszych kiści co się pięły,
Z canaioula dojrzałego
Wyciskam pełno moszczu tak czystego
Że w szkle tryska
Skacze, pieni się i błyska!
Kiedy nieraz je piję
Po jakimś innym winie
Budzi w mej piersi coś,
Czego nie umiem określić.
Czy bierze mnie we władanie radość czy pożądanie?
To pożądanie nieznane
Dalszego picia pragnienie,
Tym większe ma nasilenie
Im większe ilości nalane.
Lejcie więc, przyjaciele
(…)

Wszelkie Instytucje Walczące – które mają usta wąskie i zaciśnięte jak sztab Igi Świątek podczas meczu – odesłały ten list to prokuratury i do redakcji pisma Powściągliwość, Lenistwo i Nuda; czekamy na wdrążenie postępowania oraz na oburzone komentarze redaktora naczelnego Jana Obłudnika. W dobie wojny wszystkich ze wszystkimi oba te dzielne organy walczą z każdym, najlżejszym nawet zamoczeniem języka w kieliszku, z najmniejszą kroplą alkoholu, która zwilży wargi (stąd ich zaciśnięcie). Albowiem każda taka kropla może wywołać – niczym kropelka cyjanku – najgorsze skutki. Każdy alkohol jest dla wyżej wymienionych kropla w kroplę podobny; kropla wina zatem doprowadzić może do katastrofy w równym stopniu co kropla spirytusu. A, dajmy na to, cztery krople to już prawdziwa jazda: na swoich rumakach przybieżają czterej jeźdźcy Apokalipsy. Apokalipsa now!, Wątroba Now!, Nerki Now!, Serce Now!, doprawdy lepiej było się nie rodzić.
Autor listu, Francesco Redi, urodził się w Arezzo w roku 1626 i żyje do tej pory. Przynajmniej we wdzięcznej pamięci winomanów. Otrzymał niezwykle staranne, wielostronne wykształcenie, w tym medyczne. Jako lekarz cieszył się wśród florenckich elit dużym prestiżem, został nawet medycznym doradcą dworu książęcego we Florencji. Był naukowcem, interesowały go biologia i zoologia. Napisał traktat zatytułowany „Obserwacje na temat żmij”. Kto był w Toskanii, ten wie, że jest o czym pisać. Podczas mojego ostatniego pobytu w zaprzyjaźnionym domu gad usadowił się po poduszką, na której przyjaciel na czas sjesty składał głowę. Tym razem szczęśliwie przesunął poduszkę nieco w bok i odsłonił licho. Kogoś mi przypominało.

Obok traktatu o żmijach lekarz Redi napisał cytowany wyżej poemat (no tak, nazywam go żartobliwie listem do….) „Bachus w Toskanii”. Obie rzeczy, zgromadzone w jednym tomie, ukazały się dopiero co po polsku w przekładzie Barbary i Romana Sosnowskich; seria Noctes Medicae, wydawnictwo IBL PAN. Znakomita to lektura; samo wyliczenie wszystkich win toskańskich, a także innych, nawet niewłoskich, przyprawia o zawrót głowy: ale się działo! Kto czytał Belę Hamvasa, ten odnajdzie znajome – choć pisane dwa stulecia wcześniej – uniesienia i emocje.
Poemat lekarz Rediego powinien być na głos czytany Wszelkim Instytucjom Walczącym z Alkoholem na porannych zebraniach. Jakież by to były piękne tortury! Zamarzyłem się jako niedoszły kat, nadawcą mąk piekielnych. Doprawdy, każda kropla, każdy łyk?
Oczywiście nie ma co zakładać klapek na oczy. Coś się w świecie ciała pozmieniało; ludzie przestali wierzyć w zbawienie wieczne, w zamian wierzą w nieśmiertelność –na ile się da – ciała. Diety zastąpiły modlitwy. W porządku, nie mam nic przeciwko pokoleniu No-Lo, odrzuceniu przez młodych wszelkiego alkoholu. Trochę się śmieję w kułak, bo na pewno załatwiają się inaczej – ale szanuję ten wybór. Zwłaszcza w naszym kraju, gdzie pijaństwo osiągało i osiąga nadal niebotyczne wyżyny i najgorsze, zbrodnicze albo w najlepszym wypadku tylko chamskie ekspresje. Sam do trzydziestki niemal nie sięgałem po alkohol, bo dość miałem widoków spod okna i z ulic mojego Grochowa. Aż wreszcie pojawiło się wino i rozwiązało problem. Wiecie, w jaki sposób: picie skromne, degustacyjne, gadanie obfite. Także filozoficzne; bardzo podoba mi się fakt, że Redi był nie tylko medykiem, lecz również filozofem.
Redi głosi radość życia i to w czasach, gdy niewielu dożywało pięćdziesiątki. Francesco dożył niebotycznej jak na tamten wiek siedemdziesiątki, co by dzisiaj równało się dziewięćdziesięciu latom żywota. Jego winiarska Arkadia pozostawało niezbrukana. Tak, pamiętamy, et in Arcadia ego („i ja jestem w Arkadii”) – tak syczy wąż w raju; w raju również kryje się śmierć. Ale w dziwny sposób, kiedy ujrzałem gada pod poduszką w Toskanii, jego rysy przypomniały mi twarz redaktora Jana Obłudnika oraz oblicza prezesów Wszelkich Instytucji Walczących Z Każdą Kroplą Alkoholu.

Jeśli przyjemna krew winogron
Nie zasila na co dzień żył w ciele
Życie jawi się jako trosk ogrom
Tak krótkie i tak zmartwień w nim wiele!

Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk

- pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.

Vinisfera
Przewiń do góry

Jeżeli chcesz skorzystać z naszej strony musisz mieć powyżej 18 lat.

Czy jesteś osobą pełnoletnią ?

 

ABY WEJŚĆ NA STORNĘ

MUSISZ MIEĆUKOŃCZONE

18 LAT