Vinisfera

Pusty Raj

Słyszę dookoła, że kochankowie wina zostaną wyklęci
Prawdy wszelkie odeszły, a pozostały wszelakie kłamstwa
Jeśli kochankowie wina i miłości idą do piekieł
Raj siłą rzeczy okaże się pusty

Tako rzecze Omar Khayyam, perski piewca wina sprzed dziesięciu stuleci. Sprzed dziesięciu stuleci, a jakby dzisiaj. Trzeba to sobie jasno powiedzieć: kochankowie wina dzisiaj nie są jeszcze ostatecznie wyklęci, lecz nad ich głowami zbierają się coraz ciemniejsze chmury i kapłani nowego raju stają coraz mocniej czynni. Jedni działają wprost, bezpośrednimi groźbami. Już parokrotnie o tym w tym miejscu wybuchowo pisałem, bo jak nie reagować nerwami na stwierdzenia, że każdy łyk wina prowadzi do śmierci. Są też kapłani manipulatorzy, sprytni uczniowie najlepszych higienistycznych spin doktorów. Do tej kategorii zaliczam cwanych akolitów win bezalkoholowych, którzy, wychwalając ich zalety w myśl prozdrowotnych haseł, przy okazji kręcą niezłe lody.

Liczby im sprzyjają. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że produkcja i spożycie win bezalkoholowych rosną z roku na rok; wiedzą coś o tym nasi importerzy, którzy, chcąc utrzymać się na rynku, zaczęli po te ciecze sięgać i już na nich zarabiać. Nawet w krajach o ancestralnej tradycji winiarskiej ich konsumpcja rośnie z roku na rok. Francja, słodka Francja, Francja tysięcy winnic, jest w tej chwili już piąta na świecie.

W ciągu ostatnich pięciu lat moda na wina bezalkoholowe rozpanoszyła się tu żywiołowo. Co sprawia, że niektórzy producenci poświęcają tym winom już blisko jedną czwartą zbiorów. Wymowny przykład: w zeszłym roku LHVM zakupił 30% udziałów w French Bloom, najważniejszej francuskiej spółce dystrybuującej bezalkoholowe wina musujące. Trend szybuje coraz wyżej. Pojawiają się już bezalkoholowe saint-emilion grand cru jako napitek zwany Zero by Ch. Edmus  Także uznane posiadłości, jak choćby prowansalskie Ch. de Saint-Martin, wypuszczają swoje wersje bez alkoholu. Czy jak w części należące do rodu Sarkozych Ch. d’Estoublon, którego bezalkoholowe wino zwane l’Excessive reklamuje bardzo trzeźwa Carla Bruni.

Co to wszak znaczy, wino bezalkoholowe? Według prawa brukselskiego wino można uznać za wino, jeśli ma minimum 9% alk. Nie wiem, co z winami mozelskimi i im podobnymi; muszą mieć odrębne regulacje; w każdym razie od końca roku 2021 Bruksela dopuszcza komercjalizację win określanych oficjalnie jako „vin desalcolisé” (dosłownie: wino odalkoholizowane), kiedy zawartość alkoholu nie przekracza 0,5%. W laboratoriach ilością wykrywalną jest 0,1%, więc określenie 0,0% jest życzeniowe. Wsio rawno, 0,1 czy 0,5%, różnicy nie ma. Piłem, przyznam, bardzo niewiele win bezalkoholowych dla celów naukowych. Moja nauka jest taka, że każdy procent alkoholu więcej minimalnie poprawia sytuację. To znaczy wino, które ma 6% alk jest lepsze niż wino, które ma 2% alk. W obu wszak wypadkach – na podstawie tego, co degustowałem – nadaje się wyłącznie do wylania. Najlepiej za kołnierz lekarzy, którzy twierdzą, że każdy łyk prowadzi do… itd. itp. 

Wypada przyznać przeciwnikowi, że pionierski okres produkcji bez procentów mamy za sobą i technologie się polepszają. Cokolwiek jednak powiedzieć, jesteśmy w świecie wysokiej manipulacji. Dwie najważniejsze technologie to próżniowe doprowadzanie do wyparowania alkoholu oraz tak zwana odwrócona osmoza. Nie umiem tego wyjaśnić chemicznie, to nie moja mańka, w każdym razie jest co robić, jest gdzie interweniować: trzeba na przykład w wypadku win czerwonych korygować kwasowość i taniczność, które po usunięciu alkoholu (to tak jakby z naszych ciał usunięto kręgosłup) nieprzyjemnie rosną. Dodaje się skoncentrowany moszcz, gumę arabską, aromaty. Do tego dochodzi pasteryzacja, gdyż alkohol w normalnych winach odgrywa też rolę konserwantu. To jeszcze nie wszystko. W każdym wszak razie istotny jest ogólny fakt, że wina bezalkoholowe powstają w wyniku wielu nienaturalnych manewrów i są antyekologiczne; zużycie wody choćby jest bez porównaniu większe niż przy produkcji win jak Pan Bóg przykazał, zwiększa się ślad węglowy. Z tego punktu widzenia prozdrowotne lobby promuje całkowicie nienaturalny, przemysłowy i zmanipulowany wytwór serwowany w knajpach, do których wpadają abstynenci pragnący jeść i pić naturalnie i zachować zdrowie aż do śmierci.

Moja dobra znajoma, wykładowczyni na uniwersytecie, opowiada, że istotnie jej studenci, więc pars pro toto oświecona część młodzieży, alkoholu w dużej mierze nie bierze do ust. W porządku, ostatecznie to chwalebne. Ale bierze do ust co innego. Nie chodzi nawet o narkotyki, lecz o masowe łykanie psychotropów. A że moja znajoma niczego nie łyka, patrzą na nią podejrzliwie, jako osobę o ułomnej psychice. I nie są pewni, czy zajęcia może prowadzić ktoś, kto nie zażywa xanaxu. Który jest grand cru wśród psychotropów.

Ciąg dalszy nastąpi, bo dużo tu jest jeszcze do dodania. A póki co, skromny wyimek z „Dzieła o pijaństwie” (Wilno 1818) J. Szymkiewicza; „Nie ma na świecie żadnej rzeczy, która by nie była razem dobrą i złą. Od użycia naszego staje się pierwszą lub drugą. Pokarmy same wzięte na uwagę są dobre, gdy w miarę używamy, stają się szkodliwe, gdy nadużywamy. Żelazo w ekonomice tysiączne czyni pożytki, ileż złego, gdy do mordów i zabójstwa obrócą. Ogień, istotny dar nieba, pożyteczny i przyjemny, gdy ogrzewa, szkodliwy i straszny, gdy pali. Toż się rozumie o napojach. W miarę użyte i nieczęsto, nie będą szkodliwe; nadużycie onych sprawuje okropne przypadki, rujnuje zdrowie, wystawia człowieka na tysiączne bezprawia, które przy zdrowych zmysłach dopełnić by nie mógł”.

Marek Bieńczyk

- pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.

Vinisfera
Przewiń do góry

Jeżeli chcesz skorzystać z naszej strony musisz mieć powyżej 18 lat.

Czy jesteś osobą pełnoletnią ?

 

ABY WEJŚĆ NA STORNĘ

MUSISZ MIEĆUKOŃCZONE

18 LAT