W Wysokim Piemoncie
Alto Piemonte brzmi dobrze dla naszego ucha, przyjemnie jest te dwa słowa wymawiać; obiecują sporo. Alto Piemonte jest też łaskawe dla oczu; jeśli tylko dzień jest pogodny i niemglisty, zza pleców winnic wystaje Monte Rossa i sąsiedzkie szczyty z pogranicza włosko-szwajcarskiego; widoki mogą być obłędne. Czy zatem Alto Piemonte jest równie łaskawe dla ust? Jest to pytanie o tyle istotne, że tutejsze wina opierają się na jednej z najważniejszych odmian w ogóle, czyli na nebbiolo. Nominalnie trafiamy więc tu od razu do winiarskiej ekstraklasy, tym bardziej, że ta królewska odmiana poza Piemontem uprawiana jest sporadycznie i bardzo rzadko. Kolejne pytanie: czy podobnie jak poboczne apelacje w Burgundii typu côte- de- beaune czy de nuits, albo bourgogne côte-d’or i podobne mają odciążyć popyt na wina z „centralnej” Burgundii i miłośnikom burgundów przynieść o wiele tańsze rozwiązanie, wina z Alto Piemonte zdolne są przejąć pragnienia miłośników barolo i barbaresco? W dużej mierze tak, choć różnice cenowe między gminnymi Barolo a tutejszymi winami nie są tak duże jak w oszalałej Burgundii. A ponadto Alto Piemonte – należy uznać – cieszy się o wiele większł odrębnością niż wspomniane apelacja burgundzkie niejako doklejone do centralnej Burgundii.
W Polsce Górny Piemont jest względnie słabo znany i nieregularnie importowany. O ile tak zwana szeroka publiczność słyszała o barolo i o barbaresco, o tyle tutejsze apelacje pozostają dla niej całkowitą terra incognita. Nawet mało który winoman wymieni z pamięci całą apelacyjną dziesiątkę. Najbardziej znajomo brzmią w winomańskim uchu dwie nazwy, gattinara i ghemme, obie zresztą oznaczone jako docg. Pozostałe szczycą się tylko trzema literkami, doc. Dla porządku kronikarskiego wymieniam wszystkie jednym tchem, by zainteresowanym oszczędzić nurkowania w sieci. W gminie Novara są to : ghemme, boca, fara, sizzano. W gminie Vercelli są to: bramaterra, coste della sesia, gattinara. W gminie Bielle: lessona (leży tu również część winnic bramaterry i coste delle sesia). W gminie Verbania: valli ossolane. Ponadto do Alto Piemonte zalicza się jedyną apelację dla win białych: erbaluce di caruso docg – ale o niej innym razem; erbaluce w każdym razie to bardzo ciekawa odmiana, u nas niedoceniana.
Poszczególne apelacje różnią się między sobą geologią; geologowie podają długą listę odmiennych detali. Nie będę ich dokładnie wymieniał, bo i tak podczas degustacji trudno wyłapać większość niuansów. Niekiedy liczą się bardziej – jak choćby między ghemme a gattinarą – mikroklimaty i ekspozycje. Ogólnie rzecz biorąc winorośl rośnie tu na różnego rodzaju skałach polodowcowych, które pokrywają w zależności od miejsca gleby to gliniaste, to loessowe.
To nie są rozległe apelacje; niektóre, jak sizzano, całkiem mikroskopijne. Podobnie jak dla wielu regionów europejskich dzisiaj uznawanych za pomniejsze (wobec liderów, jak Bordeaux, Burgundia, czy właściwy Piemont) przeszłość miała w Alto Piemonte mocne karty: winnic było o wiele wiele więcej. Później nastąpił uwiąd, aż wreszcie doszło do szczęśliwego renesansu, efektownego zwłaszcza w takich miejscach jak w apelacji valii ossolane, położonej w Dolinie Ossola, o której to dolinie jeszcze wczoraj pies z kulawą nogą nie słyszał, gdyż winiarstwo tu kompletnie było podupadło, a w której dawno temu nasadzenia sięgały 800 hektarów.
Rej całemu Alto Piemonte wodzi, jak była mowa, nebbiolo zwane tu nieraz spanną. Może on sobie dobrać odpowiednich towarzyszy; regulamin w każdej apelacji określa dozwolone widełki dla procentowego składu kompozycji (jeśli tylko wino nie będzie nebbiolo in purezza, co zdarza się dość często). Towarzyszy nie ma dużo. Przede wszystkim vespolina; to towarzysz, ale też zdarza mu się być rywalem nebbiolo, kiedy pozaapelacyjnie wytwarza się wino tylko z tej odmiany; ma ono swoje ciekawe cechy. Mocny kolor, korzenne, a zwłaszcza pieprzne i kwiatowe noty. Następnie uva rara zwana też bonarda novarese, odmiana, która sprawdza się także na stole ze względu na wysoką słodycz, niższą kwasowość i bardzo umiarkowaną taniczność. Wreszcie mocno polifenoliczna i garbnikowa croatina, najczęściej występująca kupażach z bramaterry doc.
Kilka przykładów regulacyjnych. Boca: nebbiolo (spanna) musi dostarczyć od 70 do 90% kupażu, vespolina i uva rara dopełniają całość w maksymalnie 30%, minimalnie w 10%. Fara: nebbiolo ma tu być w kupażu mniej, bo od 50 do 70%, resztę dopełniają vespolina z uva rara. Ale można dodać maksymalnie do 10% innych, marginalnych gron, jeśli w obrębie apelacji rosną. Gattinara: tu idziemy z nebbiolo na maksa, ma go być od 90 do 100%, vespolina i uva rara dopełniają puli. Ghemma gra podobnie, nebbiolo ma być od 85% do 100%. Bramaterra dopuszcza z kolei aż do 30% croatiny. Sprawy się komplikują w wypadku coste della sesia (ustanowionej dopiero w roku 1996). Kupaż musi zawierać minimum 85% jednej z trzech odmian: nebbiolo (spanna), coratina lub vespolina. Podobnie jest w przypadku rozległej, w teorii mniej prestiżowej (ale jest sporo win temu przeczących) colline novaresi doc (ustanowionej w roku 1994), gdzie dochodzi jeszcze czwarta możliwa odmiana – barbera.
Regulacje dotyczą też minimalnego czasu starzenia i użytego do starzenia materiału. Dla przykładu: w apelacji ghemma wymaganych jest 36 miesięcy starzenia, w tym 18 miesięcy w drzewie, a dla riservy aż 46 miesięcy z tego minimum 24 w drzewie. Z kolei w lessona doc (ustanowionej w 1976) mamy odpowiednio 22 miesiące (z tego 12 miesięcy w drzewie, a dla riservy 46 (w drzewie 30).
I tu zaczynają się schody. Dla mnie jako degustatora przynajmniej. Trafiamy bowiem w podwójny potrzask. Jak dobrze wiadomo, nebbiolo potrzebuje ze względu na swój garbnikowy charakter długiego procesu pieszczoty; obłaskawiania taniczności. Co może dać właściwie tylko starzenie w drzewie. Niejako traktowanie klinem klina, bo przecież beczki i kadzie też mają swoje własne garbniki. Trzeba wiele wyczucia ze strony winiarza, wiele też doświadczenia i umiejętności, by wino po kilku latach starzenia nie „wyschło” i nie utrwaliło sucho-gorzkiej końcówki. Przyznaję, że sam jestem na nią uczulony, być może wręcz przeczulony. Być może moje uczulenie obciera się nawet o obsesję. Dlatego też, doceniając rasę i materię win, z niektórymi z nich miałem osobiste kłopoty. Bo uznanie nie wystarcza, kiedy ochota na drugi łyk tępieje. Oczywiście można mi zarzucić, że tak zwany „czynnik pijalności”, czyli terror łatwego smaku, zasłania mi dostęp do solidnego wnętrza win, jednak czuję, że czuję – patrząc na dzisiejsze dominujące tendencje w świecie winomańskim – całkiem demokratycznie. Oczywiście bez starzenia w drzewie raczej trudno będzie w Alto Piemonte dać sobie radę. w końcu odpowiednie użycie kadzi czy barrique może winu przynieść wiele korzyści, choćby od strony aromatycznej. Jedyne wino z amfory, które piłem, nie było całkiem przekonywujące, choć w jakiejś mierze rozwiązywało problem suchego garbnika. W Burgundii coraz szerzej używa się pojemników ceramicznych i szklanych, nawet dla grand cru. No ale pinot noir nie jest odmianą tak taniczną jak nebbiolo. Kilku producentów jak choćby Andreioli z gattinary docg czy Podere ai Valloni boca doc: nie wszyscy, dodam, producenci byli na degustacjach obecni; (z boca zabrakło Piane niegdyś do Polski importowanego) świetnie, po mistrzowsku problem, o którym tu mówię rozwiązała, nie rezygnując z długiego starzenia w beczkach czy kadziach. Na pewno też istotne, poza umiejętnościami winiarza, jest dobrania odpowiedniej jakości drzewa, dębu przede wszystkim. A wysoka jakość (widać to po Burgundii, gdzie nowe pokolenia winiarzy o wiele staranniej dobiera beczki niż ojcowie) ogromnie kosztuje.
Alto Piemonte to na ogół domena małych i średnich posiadłości. Niektóre są bardzo zaawansowane technologicznie, ale nie jesteśmy tu – chyba szczęśliwie – w krainie ostatniego krzyku technologicznej mody. Jest też nieco mikroposiadłości, niektórych jeszcze całkiem świeżych i dopiero się rozkręcających; można by je nazwać garażowymi czy raczej ogrodowymi, gdyż areały są istotnie skromne, za to wina mogą być bardzo przyjemne. Przykładem jest choćby Villa Era, posiadłość historyczna, lecz ledwie jednohektarowa; odnowiona w roku 2007, lecz produkująca wina dopiero od pięciu lat. Tutejsze coste della sesia nebbiolo bardzo mi się podobało. Inny przykład to Vigneti Giustina, również z odległą przeszłością, posiadłość również historyczna, lecz nowe wydanie (3 ha, 2 tysiące butelek) liczy dopiero trzy roczniki; uwagę zwraca czerwone Giustina, bardzo proste, lecz bardzo, pardon my french, pijalne.
Z wymienionego przed chwilą powodu bardzo mi się spodobały wina z apelacji niejako outsiderskiej, wysuniętej najbardziej na północ: wspomnianej valii orsolani (ustanowionej raptem w roku 2009; raptem 14 ha). Niespodziewanie; sądziłem wcześniej, że nic szczególnego będę miał o niej do powiedzenia. C prawda muszę swój zapał jeszcze mitygować, to bardzo niewielka apelacja na dorobku, ale doprawdy dobrze się te wina piło. Winorośl rośnie tu głównie na tarasach, pokrywając tu i ówdzie strome wzgórze nad rzeką Toce. Istotne dla tego miejsca są wysokie wahania temperatury, które dolina zawdzięcza zimnym wiatrom znad Monte Rosa. Rozległa amplituda temperatur wzmaga aromatyczność win, delikatną i osobną wobec innych win piemonckich. Gleby są rozmaite, polodowcowe przede wszystkim z dużą koncentracją granitu. Winnice prowadzone są najczęściej w starym. pracochłonnym i niełatwym do obsługi systemie pergoli (zwanym tu toppia), ale nowe nasadzenia sięgają niekiedy po system prowadzenia Guyota. Jest tu mniej nebbiolo wedle regulacji. która wydaje się bardzo luźna; dla valii ossolane rosso minimum 60% kupażu muszą stanowić (razem lub pojedynczo) nebbiolo (zwane tu; pierwsze nasadzenia pojawiły się na początku XIV wieku ), croatina, merlot (bliskość szwajcarskiego Ticino!), a ewentualna resztka, to właściwie wolna amerykanka. Dla valli ossolane nebbiolo odmiany wiodącej ma być 85%. Jeśli superiore – to 100% prünent. Odrębność valli oosolane doc wynika też z faktu, że tutejsze wino białe ma mieć minimum 60% chardonnay. Czas starzenia dla valli ossolane nebbiolo superiore wynosi tylko 13 miesięcy (z tego 6 miesięcy w drzewie). Producentów jest niewielu, raptem ośmiu – w przeszłości uprawiający winorośl przeszli do pracy w przemyśle tekstylnym i metalurgicznym. Bardzo przypadła mi do serca nowa posiadłość zwana DEA, należąca do rodziny Satta; debiutująca dopiero co. Obok bardzo dobrych win powstaje tu też miód i uprawia się szafran, wszystko w duchu organicznym. Możemy tu śmiało zastosować pojęcie „winiarstwa heroicznego”, którym obdarzamy ogromny wysiłek, jaki wiąże się z uprawianiem winorośli na stromych stokach (Pólnocny Rodan, Mozela), w dodatku w warunkach alpejskich z całym bogactwem niespodzianek, jakie przynosi górski klimat. Pejzaże wokół są zniewalające, co krok to park krajobrazowy albo naturalny, jak Parco Nazionale della Val Grande czy Parco naturale dell’Alta Valle Antrona albo Parco naturale Veglia-Dever. Jest gdzie chodzić, ale też co podziwiać, mikroświat doliny z jej bardzo odrębną kamienną architekturą.
DEA ma za sobą dopiero trzy roczniki, wszystko jest tutaj dobre i do wzięcia, gdyby jakiś importer pytał. Także Cantina di Tappia jest do wzięcia; dobre wina. Z przyjemnością obserwowałem również, jak podczas obiadu w kamiennej wiosce Oira biesiadnicy osuszają jedną za drugą butelki z Cantine Garrona: wino zwało się Munaloss miało 12,5% alk i wchodziło jak woda.

Marek Bieńczyk
- pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.