Czwartek, 24 Stycznia, 2019     ostatnia aktualizacja 22-01-2019
 
Stary Telegraf
 
2019-01-02


Czasami jedna butelka idzie z nami czy za nami przez kawał życia. Trochę jak kuzyn z Ameryki pojawia się raz na kilka lat, po czym znika i zapominamy o niej do chwili, gdy ponownie zapuka do drzwi. Mówię „jedna butelka”, ale tym razem chodzi o dwie. Dwie butelki Starego Telegrafa z roku 1998.
Co to był za szał! Francuskie przewodniki zachwalały ten rocznik w Châteauneuf-du-Pape z entuzjazmem trąb jerychońskich budzących zmarłych na Sąd Ostateczny (dzisiaj trąbią o roczniku 2016, najwybitniejszym od co najmniej ćwierćwiecza). Nie dałem się prosić, byłem czuły na takie dźwięki. Zacząłem ganiać po sklepach w takt ich skocznej muzyki, tu kupić Ch. La Nerthe, tam zastanawiać się nad piekielnie drogim Ch.de Beaucastel. Ale tak naprawdę cel był jeden: Domaine du Vieux Télégraphe ogłoszony przez Bettane`a i kumpli winem roku. Cena z dzisiejszego punktu widzenia była śmieszna, około 30 euro, dokładnie tyle mogła wnieść w posagu moja luba, która mieszkała wówczas w Paryżu i nie mogła znaleźć stałej pracy. Do Warszawy wróciłem bez Starego Telegrafa, nie trafiłem na niego podczas krótkiego paryskiego pobytu, lecz poprosiłem lubą, by w wolnej chwili drałowała od sklepu do sklepu, w końcu spacer dobrze robi bezrobotnym na nerwy.
Luba przejęła się misją i któregoś pięknego dnia zostawiła mi na automatycznej sekretarce wiadomość, że znalazła butelkę. Oddzwoniłem o trzeciej w nocy, że potrzebna jest nam (do życia, dla kosmosu, dla Złotego Miasta, które moglibyśmy razem zbudować) druga butelka, w końcu człowiek nie musi codziennie jeść.


Winnice Domaine du Vieux Télégraphe (fot.DVT)

Słowem, stałem się właścicielem dwóch butelek Vieux Télégraphe 1998. To – informuję świeżo narodzonych – jedna z czołowych posiadłości w Châteauneuf-du-Pape; jej najważniejsze winnice znajdują się w sektorze Crau, podręcznikowym dla apelacji, gdyż to tu słynne czerwone otoczaki, geologiczna wizytówka regionu, występują w największej ilości.
No i cześć.
Jak to, cześć?
A butelki, a Stary Telegraf?
Pierwszą otworzyłem dziesięć lat później, bodajże w roku 2008. Rozczarowała nas potężnie, zarówno aromatami starego żubra, jak grubiańskimi ustami. Doznanie zawodu było tak potężne, że wyparłem po freudowsku Starego Telegrafa i po prostu zapomniałem o drugiej butelce.
Mijały lata, przychodziły i upadały rządy, lasy rosły lub je wycinano, rzeki schły lub wylewały, życie toczyło się w trybie i poza trybem, pojawiały się nowe butelki i nowe marzenia, burgundzkie przede wszystkim, châteaunefów piłem coraz mniej i - z nielicznymi wyjątkami - niezbyt chętnie. Tyle alkoholu i słodyczy w młodości, a później wcale nie lepiej... Parę dni przed świętami rozmawialiśmy w gronie kumpli o tej niełatwej koniec końców apelacji, znowu się zastanawialiśmy, kiedy najlepiej te butelki pić, od razu, po latach? Wiktor przyniósł dwie butelki z początku wieku, okrzyczane Pegau było niezłe, ale entuzjazmu nie wzbudziło, drugie, Cuvée La Côte Ronde od Paula Autarda, również okrzyczane, straciło wszelki urok, jeśli go kiedykolwiek miało (aż 50% syrah, bo taka była moda proparkerowska, ale dużo syrah châteauneufowi nie służy).
No i cześć.
Jak to cześć? A druga butelka Starego Telegrafa?
Uroczysty przedświąteczny wieczór miałem spędzić w towarzystwie bydgoskich przyjaciół, którzy sami wytwarzają wina w pięknym nadwiślańskim Kozielcu. Jak wiecie, najgorszy jest wybór butelek do zabrania, nie mogłem się zdecydować, wrzuciłem parę burgundów do bagażnika i co dalej, najchętniej uzupełniłbym dostawę starymi bordeaux, ale tych już nikt nie chce pić. Patrzę, myślę, waham się – a tu nagle wzrok zagląda do ciemnego kąta, a w kącie czai się jak zapomniany kot Stary Telegraf. No to hyc, będzie z głowy, niech nie tylko ja będą rozczarowany.
Otworzyliśmy go na koniec, do widzenia burgundy, do widzenia bordeaux, wino było cudne. Żubr już dawno z niego uciekł na białoruską stronę, spod jego cielska wynurzyły się szlachetne aromaty owoców i konfitur, alkohol nieodczuwalny, złożoność wysoka, słowem piękna postać nobliwego pana lub pani w sile wieku. Cmokaliśmy, sączyliśmy i znowu się chciało wszystkiego i znowu nic nie było straszne.
Koło się zatoczyło, wróciłem myślami do tamtych lat z przełomu stuleci, do paryskich polowań na głośne butelki, do nocnych telefonów.. Jednak się nie zmarnowało.
Kiedy byłem całkiem małym chłopcem, ojciec w niedzielny poranek winszował sobie do jajecznicy radio; nadawało wówczas tylko jeden program. Do pierwszych kęsów o 9.50 leciała muzyka, o godzinie dziesiątej rozlegał się z głośnika elegijny starszy głos. Gadany felieton dla żołnierzy w jednostkach, rodzaj kazania, które kończyło się tym jednym niezmiennym zdaniem: „Mówił wasz stary wiarus”. Bardzo mnie wówczas to zdanie fascynowało.
Dobrego Nowego Roku, dużo dobrych butelek w przyjacielskim gronie, więcej podziwu niż rozczarowań!
Mówił wasz Stary Telegraf. 


Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk będzie kontynuował winomańską spowiedź na promocji „Wszystkich kronik wina”. Spotkanie odbędzie się 13 grudnia 2018 r. wieczorem, w Krakowie, w Krakó Slow Wines przy ul. Lipowej 6F. Wstęp wolny. Informacja o wydarzeniu tutaj.   


Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.