Sobota, 21 Września, 2019     ostatnia aktualizacja 13-09-2019
 
W cieniu świętej góry (II)
 
2019-06-13

Nie ma wątpliwości, że w ostatnich latach winiarstwo Armenii zmienia się w bardzo szybkim tempie. Armenia nadrabia zaległości. Przybywa nowych, butikowych projektów winiarskich śmiało wkraczających nie tylko na lokalny rynek, a i starsze, duże winiarnie próbują zmienić przestarzały image. Oczywiście nie jest idealnie, są miejsca w których ciągle wiele pozostaje do poprawienia, ale winiarski potencjał tego kraju jest ogromny. Druga część tekstu (pierwsza znajduje się tutaj).



Winnice i Góra Ararat (fot. domena publiczna)


Hin Areni
Mała, butikowa winiarnia istniejąca od 1994 roku (w cenionym regionie Vayots Dzor). Trzy lata temu przeszła gruntowną restrukturyzację, modernizację. To jeden z tych niewielkich projektów skupiających się tylko na lokalnym rynku i zgrabnie wpisującym się w renesans ormiańskiego winiarstwa. W Hin Areni mają do dyspozycji 32. hektary winnic, produkcja wina opiera się tylko na owocach z nich pochodzących. Wszystkie prace przeprowadzane są ręcznie. Oferta jest zwięzła, prosta i smaczna. Dwa, dobrze zrobione wina załatwiają sprawę. Białe oparte voskehat i czerwone oparte na areni. Warto zaznaczyć, że wina nie są drogie. Cena na miejscu wynosi nieco ponad 20 złotych. Warto tu zaglądnąć i wcześniej się zapowiedziec, aby móc też coś zjeść. Dają naprawdę rasowe, smaczne lokalne jedzenie. Lubię takie miejsca.


Voskehat Hin Areni (fot. M. Kapczyński)

(4+) Voskehat 2015. Zioła, miód, dojrzała papierówka, trochę herbaty lipowej, delikatnego miodu. Jest w nim sporo kwiatowej nuty, miękkich rejestrów, ale też sympatyczna kwasowość. Przyjemna, gładka i zgrabna, owocowość. Finisz w tonacji dojrzałego agrestu, pieprzu. Świeże. (4+) Areni 2014. 30% dojrzewało w beczce kaukaskiej, 12 dni maceracji. Przyjemny owoc dzikiej wiśni, jeżyny, malin. W ustach dośc proste, ale ze szczerym owocem, lekkością, przyjemną kwasowością. Do gustu przypadł mi  jego nienachalny ton, lekki charakter, delikatna owocowość, w tle czerwony pieprz, skórka z jarzębiny i jałowiec. Jest tu zgrabna, skromna elegancja. Podobają mi się te wina.

Karas
Potężny producent. 2300 ha posiadłości z czego 450 stanowią winnice. Winiarnia Karas powstała w 2006 roku na miejscu poligonu wojskowego (w Dolinie Ararackiej, zachodniej części regionu Armavir). 2010 uznaje się za pierwszy oficjalny rocznik. Duża, ekspansywna produkcja, dużo się eksperymentuje. Spora mieszanka odmian w uprawie, jest tu w czym wybierać – mają 208 odmian. Obok armeńskiej klasyki znajdziemy tu syrah, tannat, malbec, jest merlot i viognier, chenin blanc, montepluciano i rkatsiteli – wszystko po to, by udało się znaleźć właściwy trop i wypracować własny charakter win. Pomóc ma w tym również zatrudniony młody enolog z Argentyny – Gabriel Rogel a także ekskluzywny, znany konsultant – Michel Rolland. 


Poligon... winiarski czyli winnice Karas (fot. M. Kapczyński)

(4) Karas sparkling Extra brut. Blend odmian colombard, folle blanche i kangun, dał jabłkowo-pestkowe nuty, a także gruszki, dojrzałego agrestu, W ustach pieniste, soczyste, proste, w tle kwiaty, zioła, siano. Troszkę zmiękczone resztkowym cukrem. (3+) White dry 2014. Kangun, chardonnay, rkatsiteli, viognier. Sporo mlecznyc,h lekko dymnych karmelowych akcentów. Trochę ziół, orzecha laskowego. W ustach miękkie, krągłe, dojrzałe, z gorczkowym finiszem. (4) Karas winemakers selection reserve 2013. Żołędzie, pieczone kasztany, spalony tost, drewno plus owoce leśne. Dość gładkie i czyste, wyrzeźbione na nowoczesną modłę. Skoncentrowane z wiśniowym i jeżynowym anturażem. Sporo alkoholu, likierowego klimatu.

Semina Consulting

Semina Consulting ma na celu zrewitalizowanie i zmodernizowanie winiarstwa Armenii. To bardzo profesjonalna instytucja, oferująca szeroki zakres winiarskich usług. Począwszy od wyboru lokalizacji winnicy, przez wybór odmian, uprawę, technologię produkcji, po sprzedaż i marketing. Usługi oferuje doświadczony i sprawny zespół. Założycielem firmy jest Vahe Keushguerian, który w branży winiartskiej działa od 1990 roku. Posiada on i nadzoruje winiarnie we Włoszech (Toskania i Apulia).
Miałem okazję dowiedzić winiarnię Seminy, to właściwie jedna wielka mieszanka butikowych przedsięwzięć, laboratorium dobrego winiarskiego smaku. Semina udostępnia bowiem i miejsce i know-how, obsługuje na różnych winiarskich płaszczyznach wiele nowych i znanych projektów, m. in. takie winiarnie jak Kataro, 365 Wines, Highland Cellars, Old Bridge, Sarduri. Swoje kadzie ma tutaj np. Yacoubian-Hobbs, mikroprojekt ormiańskiego inwestora i znanego „latającego enologa” z Argentyny.


Fachowiec pierwsza klasa - Armand Manukian (fot. M. Kapczyński)

Nad całością win czuwa ormiański enolog - Armand Manukian. Jest człowiek znakomicie obyty w kwestiach winiarskich, odniosłem wrażenie, że ze wszystkich poznanych w Armenii wytwórców wina zrobił na mnie największe wrażenie. Armand studiował agronomię na Uniwersytecie Rolniczym w Erywaniu, praktykował we Francji (Cotes du Rhone, Langwedocja). Widać, że facet ma po prostu nosa, świetną rękę do wina, stawia na niuans, elegancję, znakomicie „wyczuwa” subtelności stylu i potrafi fantastycznie interpretować lokalne odmiany. A mając w opiece tyle rozmaitych projektów trzeba być na wszystkie te kwestie szczególnie wyczulonym. Próbowałem wielu win, od róznych producentów, którzy zdecydowali się na wytwarzanie wina pod dachem Seminy. Choć były to próbki win niegotowych, z kadzi i beczek, to muszę powiedzieć, że była to bodaj najlepsza degustacja jaką odbyłem w Armenii. Pozostaje czekać aż wina te trafią do oficjalnego obiegu.



Winnice u stóp świętej góry...

W tym miejscu warto wspomnieć, że w 2013 roku swoją winnicę „uruchomiła” też Semina. Posiadają 2,5 ha upraw, które głównie wykorzystywane są do produkcji sadzonek (firma włączyła się w akcję rewitalizacji), owoce na wino są skupowane (są przygotowani na przerobienie około 200 ton winogron). Produkują, np. udane wina musujące (metoda klasyczna) – smaczne, wartkie, pełne owocowej treści. Można było kieliszkiem tego wina z przyjemnością wznieść toast za zdrowie Manukiana.


Mariusz Kapczyński


Pierwsza część tekstu znajduje się tutaj.