Niedziela, 15 Grudnia, 2019     ostatnia aktualizacja 14-12-2019
 
Douro, rekonesans
 
2019-07-18

Pierwsza przygoda ludzkości z Douro trwa kilkaset lat i nie ma się czego doczepić, no, może z wyjątkiem kiepskich ruby porto sprzedawanych za parę groszy w supermarketach. Druga przygoda trwa ćwierć wieku i jeszcze nie do końca wiadomo, co o niej sądzić. Wyrok wydadzą za kilkadziesiąt lat nowe pokolenia, jeśli jeszcze będą piły wino.
Przygoda ta, jak dobrze wiadomo, nazywa się wina wytrawne i, choć krótka, ma swoje wzloty i upadki. No, może to za mocne słowo, powiedzmy: swoje zawahania. Jedno tylko się nie zmienia, fantastyczne pejzaże, dziedzictwo UNESCO, winnice rzeźbione na tarasach, jedno z najwspanialszych dzieł synergii natury i kultury, bajka z tej ziemi.
Co do wzlotów, można wypowiedzieć same oczywistości: erupcja produkcji na początku XXI wieku, erupcja popularności, erupcja parkerowskich i im podobnych punktów, erupcja win białych wytrawnych dziesięć lat temu, bardzo dużo tu wybuchów.


Krajobraz Doliny Douro (fot. M. Kapczyński)

Co do zawahań, dotyczą one spraw równie ewidentnych, choć może nie tak głośno wypowiadanych: piekielne garbniki i atramentowość wiodącej odmiany czyli touriga nacional, kłopoty z kwasowością, mocny alkohol. Jeśli dodać do tego konieczny mariaż z beczką, wychodzi trudny do rozwiązania rebus. Na początku, gdy nasze smaki kierowały się nieco innymi kryteriami niż dzisiaj, wszystko wydawało się na swoim miejscu, zachwytom nad winami takich Douro Boys, jednego z najbardziej udanych projektów marketingowych w świecie wina, nie było końca. Później było nieco gorzej, beczkowe i ogólne monstra, uznawane wówczas za jedne z najlepszych win świata, nieco się przejadły, a morze zwykłych douro, które zaczęło się wlewać na półki wszystkich sklepów świata, przynosiło, owszem, niemało przyjemności, lecz ostatecznie było jednym z wielu wielkich napływów od Australii po Chile, które przeobraziły konsumencki krajobraz winiarski.
Niedawno, spędzając prywatnie weekend pod Porto, miałem okazję przetestowania 160 win z nowych roczników; niezmordowana propagatorka win z Douro, Dorli Muhr, znana u nas z swych win z Carnatum, zorganizowała imprezę zwaną Primeira Prova, rodzaj degustacji en primeur, tyle że win nieco starszych niż podczas corocznych spotkań bordoskich. Było 20 porto vintage z rocznika 2017, w części próbki beczkowe, były wina czerwone z tegoż 2017, również w niektórych wypadkach próbki beczkowe, wreszcie na ogół już ostatecznie zabutelkowane wina białe z rocznika 2018. Wszystkie wina od wielkich graczy Douro, mali producenci – o nich w innej kronice – wystawiali się kilka dni później na pokaźnym festynie.
2017 był dla porto „o rokiem ów”: lato było radykalnie gorące, koncentracja ogromna, już słychać pieśni o roczniku stulecia i ten cantus firmus nie wydaje się całkiem bezpodstawny. Nie mnie może sądzić, gdyż brak mi nieco skali porównawczej, ale niewątpliwie przedstawicielstwo owocu było w ustach nadzwyczajne (chciałbym zobaczyć to zdanie przełożone na google translator); soczystość brała górę nad alkoholem, podstawowy warunek wielkości wydał mi się zatem absolutnie spełniony. Jeśli coś wam się urodziło w roku 2017 (nie mówię o tekstach, mówię o żywych ludzikach), nie wahajcie się ani chwili, na maturę dzieciątka będzie w sam raz, tym bardziej, że dla bordeaux i burgundów nie był to wielki rocznik.
Z przedstawionej dwudziestki wybrałbym taką złotą siódemkę (ustawiam według preferencji, ale w tej fazie różnice są niewielkie, wszystkie wina na 92-6 punktów)

1. Graham`s (harmonia i świeżość)
2. Quinta do Noval (moc i długość)
3. Niepoort (elegancja i siła)
4. Alves de Sousa (skryta głębia)
5. Dow`s (delikatność i kwasowość)
6. Quinta do Vesuvio (owoc i moc)
7. Pintas (owoc, owoc, owoc)

A spoza prezentowanych win bardzo polecam Quinta da Prelada, taniej a świetnie.
Lepsze jest wrogiem dobrego, także w winiarstwie. Piękny upał, choć przecież ukochany, stawia winiarzy przed trudnym zadaniem. Challenging, mówią winiarze przy lunchu. 2016 też challenging. 2018 raczej challenging. 2015 nie challenging, mimo skwaru świetna równowaga. Kiedy człowiek (a w każdym razie dziennikarz) przechadza się jeszcze wiosną po winnicach Douro na własnej skórze już wie, co się stanie latem. W Douro Superior, gdzie spada niewiele ponad 400 milimetrów deszczu rocznie (w Porto ponad 1000, w dwóch pierwszych licząc od zachodu częściach regiou Douro: Baixo Corgo ponad 800, w Cima Corgo 600) temperatura dochodzi do 50 stopni; tu właśnie łaziłem nad brzegami rzekami; pogoda była fatalna, to znaczy nie marzyło się o natychmiastowym transferze na Grenlandię i dawało się wspinać – jako rodak zdobywców K2 zimą - w miarę chyżo. Gdyby winorośl mogła marzyć, też by w takim sierpniu poleciała do Eskimosów. W 2018 białe grona zaczęto zbierać w Quinta do Crasto 6 sierpnia.



Charakterystyczne krajobrazy Douro (fot. M. Kapczyński)

Stress hydryczny występuje ostatnio w wielu regionach całego świata; jego konsekwencje, blokowanie dojrzałości, wieczna zieloność garbników przy pozornie wielkiej masie owocowej, wszędzie są podobne. Jak na ukrop, w 2017 nie było aż tak źle, względnie mało win wydało mi się przejrzało-niedojrzałych, by użyć takiego oksymoronu i nie tak wiele win miało suche garbniki (aczkolwiek wciąż za dużo). Nieco częściej natomiast wyczuwać się dało dokwaszenie, przepraszam, korektę kwasowości – aczkolwiek rozmawiałem i z takimi drobnymi producentami, którzy cały zbiór ze względu na przegrzanie gron sprzedali na porto. Nie będę udawał mądrali i twierdził, że zawsze odróżnię wino dokwaszane od niedokwaszonego, bo często nie odróżnię; natomiast dość czuły jestem na wino źle albo nadmiernie dokwaszane, informują mnie o tym moje nadwrażliwe zęby: płytki się kulą ze strachu. To oczywiście normalna praktyka winiarska rozpowszechniona wszędzie, więc nie ma co rozdzierać szat. Choć może nie zawsze trzeba pić.
Win czerwonych przećwiczyłem około setki, na ogół od liderów Douro (Boys oczywiście w komplecie); przedstawiali niemal wszystko, co robią, ale na przykład Quinta do Crasto nie pokazała swych win topowych, w tym słynnej Marii Teresy, gdyż w tym stadium rozwoju (na rynek najlepsze wina trafiają po trzech latach starzenia w butelce) uznali to za zły pomysł. Pozwolę sobie przedstawić moją czołową dziewiątkę spośród win 2017 z najwyższej półki (czyli od 30 euro w górę, niekiedy bardzo w górę, wszystkie wina mieszczą się w przedziale 90-95 pkt). Aczkolwiek wszystko trzeba sprawdzić za parę lat; wina z małymi wyjątkami wina są potężne, beczka, choć opanowana, używana z większym czuciem, silnie obecna. (Dlatego z taką przyjemnością piłem kilka dni później świetne, starzone tylko w terra-cotta Estagio em Barro od producenta skromnie zwanego Titan; 35 euro, duża, największa frajda)


Jeden z najbardziej znanych widoków Porto (fot. M. Kapczyński)

1. Niepoort, Charme. (Nic nie poradzę, że lubię tego burgunda; piękna równowaga, pieszczota ust delikatna, ale niewstydliwa. Niedawno doniesiono mi, że Niepoort zapowiada zmiany stylistyczne w swych winach od przyszłego rocznika, mam nadzieję, że przy Charme powstrzyma rękę)
2. Alves de Sousa, Abandonado (de Sousa to mój ulubieniec w Douro, od lat; wina są, owszem, potężne, ale mają to coś, głębię czy jak to nazwać. Kompletnie inna stylistyka niż Niepoorta, jak Mickiewicz ze Słowackim, „po dwóch stronach bogi”. W Abandonado robionym z bardzo starych krzewów – tak zwany field blend, czyli różne odmiany rosną razem) jest nieco sousăo, odmiany o 3. Alves de Sousa, Quinta da Oliverinha Vinha Franca (krzewy franc de pied, bez podkładki; nowa winnica de Sousy, jego pierwsza w Cima Corgo, aż 85% Touriga Franca) wysokiej kwasowości, z lekką słoną nutą, fajne to jest).
4. Wine and Soul, Quinta da Manoella Vinhas Velhas (także stare krzewy, field blend. Dla Sandry Tavares i jej męża mam również, w tej kolejności, słabość, zawsze podobał mi się – w tym roku mniej – ich topowy Pintas, ale to wina, z nadwyżką świeżości, bardziej mnie urzekło. W Wine and Soul koncentraja nie jest celem głównym, faktor pijalności jest istotny i nawet to w końcu wyżyłowane wino uderza ontologiczną przystępnością – że tak powiem).
5. Niepoort, Batuta (wiadomo, Ronaldo win z Douro, strzeli bramkę czy nie, zawsze w reprezentacji; nawet w tym przypadku styl mało dourowski, duża delikatność, jak tego nie lubić – i jak daleko jesteśmy od pierwszych, przebeczkowanych Batut).
6. Van Zeller, CV (nigdy nie byłem wielkim fanem tego potężnego z natury wina, lecz w tym roczniku jego ogrom uderzał rasą i równowagą; zobaczymy za parę lat)
7. Quinta do Crasto, Reserva Old Vines (najtańsze wino w zestawie, 30 euro; wszystko z Quinta do Crasto dobrze wchodzi, jest bardzo „pijalne” - co ostatecznie jest może najważniejszym kryterium)
8. Quinta de S.José, Grande Reserva (wszystki wina tutaj dobre)
9. Quinta do Noval, Reserva (to, co piłem do tej pory z wytrawnych win Quinta do Noval, niezbyt mi się podobało; Reserva 2009 po dziesięciu latach wręcz mnie odrzuciła, ale tegoroczne wina wydały mi się o wiele lepsze, zwłaszcza ta Reserva, bardzo ładnie zrównoważona)



W Douro można znaleźć wiele win o dobrym stosunku jakości do ceny (fot. M. Kapczyński)

I jeszcze rekomendacje od dołu, za stosunek jakości do ceny, wina do 30 euro
Alves do Sousa, zdecydowanie, wszystkie wina z Vale de Rapose, w tym zwłaszcza SousaoQuinta do Crasto, wszystko począwszy od Crasto Red za 10 euro 
Wine and Soul, Quinta do Manoella
Quinta de S.Jose, Douro i Reserva
Quinta do Poeira, Pó de Poeira (białe i czerwone)
Quina do Romaneira, Tinto
i jak zawsze w tego rodzaju zestawieniach ze względu na niskie ceny Lavradores de Feitoria, zwłaszcza 3 Bagos Reserve

Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.