Niedziela, 29 Listopada, 2020     ostatnia aktualizacja 28-11-2020
 
Nowi celebryci
 
2020-09-01

Ludzie wino robią, Pan Bóg euro nosi. A jeśli nie On, to niewidzialna ręka rynku. Która sprawia, że jedne wina, wczoraj jeszcze obecne, jutro będą niedostępne. Nie mówię nawet o wielkich bordeaux od dawna grających w lidze spekulacyjnej. Ani nawet o burgundach, zawsze drogich i również spekulacyjnych, lecz które prawdziwego kopa w górę dostały na początku tego stulecia. Na każdym spotkaniu degustacyjnym opowiadam – i w paru kronikach już to opisałem – jak to w roku 2002, podczas profesjonalnych degustacji burgundzkich w trakcie lunchu przysiadł się do Krzyśka Dobryłki  i do mnie monsieur Rousseau i zapytał mimochodem, czy chcemy po kieliszku jego chambertin. Kiwnęliśmy głowami i jedliśmy dalej bez większej atencji, pogrążeni w prowadzonej rozmowie. Dziś to sobie pomarzyć możemy o kieliszku tego chambertina (od kilku lat parę tysięcy euro), a nawet o samym widoku butelki, czy nawet o widoku monsieur Rousseau, który już na degustacjach się nie pojawia.
No, ale to burgundy. Tymczasem do klasy spekulacyjnej dołączają wina z kolejnych, bynajmniej nie chodliwych i nieokrzyczanych regionów. Jak pęcherzyki odrywają się z szarej masy apelacyjnej i baj, baj, odnajdziecie nas w Nowym Jorku albo Szanghaju. Wina, które kupowało się za „normalne” pieniądze jeszcze nie tak dawno temu, nagle przenoszą się w inną kategorię bytu, otrzymują celebrycką mordkę. Czasami wyobrażam to sobie jak jakieś mitologiczne porwanie, na przykład – mit grecki - porwanie Europy. Przychodzi siła wyższa, wyciąga niektóre butelki z legowiska i zamyka w złotej klatce, do której kluczyk mają happy few.
Taka Loara na przykład. Wszyscy ci, którzy śledzą rynki aukcyjne, wiedzą o posiadłości Clos Rougeard w apelacji Saumur-Champigny. Kilka lat temu apelacja pozostawała dla niejednego winomana anonimowa; mało kto się nią przejmował. W roku 2000 mogłem w sklepach paryskich kupić win z tej posiadłości skolko ugodno, 18 euro za Les Poyeux, bardzo dobre cru. Dziś 200 euro, a za Le Bourg – 350-400 euro, jeśli się w ogóle znajdzie. Ale to już znany przykład, weźmy inny. Uczeń słynnego Marca Angeli`ego – Stéphane Bernaudeau. Parę lat temu nieco już się o nim mówiło, zastanawiałem się, czy kupić jego Chenin Blanc Les Nourrissons (bez apelacji, vin de france) za 30 euro; wydawało mi się drogie. Dziś na rynku 170 euro, chociaż producent sprzedaje je handlowi po 24 euro. Albo inne vin de france, wytwarzane w posiadłości Les Jardins Esméraldins przez Xaviera i Muriela Gaillarda: obecnie bez 450-500 euro nie ma tu biletu wstępu. Za nieapelacyjne wino loarskie! Albo wina Richarda Leroy. I to jeszcze nie koniec, a mowa jest tylko o Loarze.


Chenin Blanc Les Nourrissons. Nowe wino celebryckie?

Podobnie dzieje się w Jurze, podobnie w Langwedocji. Tam najbardziej znanym pęcherzykiem, który oderwał się od powierzchni, jest Laurent Vaillé i jego Grange des Pères. Już dziesięć lat temu było drogie, raz z kumplami sprowadziliśmy wówczas skrzynkę z Londynu za 50 euro butelka. Dzsiaj 300 euro. Tymczasem wino, które było w swoim czasie równie głośne, Mas de Daumas Gassac (posiadłość, której właściciel, Hervé Guibert zastopował planowaną ekspansję Mondaviego w Langwedocji), stanęło w miejscu; jak było przed laty 30 euro tak jest 30 euro. Piłem niedawno jego kilkunastoletnią wersję – bardzo dobre, chyba lepsze od La Grange des Pères w tym samym roczniku.
I tak dalej, i tak dalej. Ki diabeł, co sprawia, że jedne wina stają się sexy, drugie, choć znane i bardzo cenione, co najwyżej lekko drożeją z roku na rok, lecz nie dotyka ich narkotyczny trans kupujących? Dlaczego fenomenalne wytrawne vouvray od Philippe`a Foreau zwyżkuje bardzo umiarkowanie, dlaczego nie przebijają sufitu wybitne wina alzackie Zinda-Humbrechta, podczas gdy inne, nie lepsze, a na ogół słabsze, stają się nagle niedpartym obiektem pożądania? Oczywiście podobne pytanie można stawiać w innych dziedzinach szybkiego awansu: dlaczego, powiedzmy, niektórzy aktorzy stają się dzisiaj „kultowi” (choćby na parę ledwie sezonów), a inni, niegorsi albo i bardziej wybitni, nie?
Sama jakość wina jest tylko jednym z powodów i chyba nie najważniejszym Reszta to łaska, która na jednych spada, a na drugich nie? Szeptana legenda, która narasta jak lawina? Nie są to już w każdym razie punkty Parkera (czy raczej ludzi, którzy pracują na rzecz biuletynu Parker), które zresztą kompletnie się zdewaluowały (np. w przypadku Hiszpanii, której wina ocenia J. Gutierrez; moje doświadczenie uczy, że od jego noty trzeba odjąć 3-4 punkty jak nic).
Bez wódki tego nie rozbierjosz. Ale że my pijemy wino, do końca tego raczej nie pojmiemy. Tym chyba lepiej. W świecie wódki jakaś ciekawa, godna pożądania nowość, eksplozja cenowa, itp. zdarza się od wielkiego dzwonu. A tu, u nas, życie wrze, co chwila coś się dzieje. I choć dzieje się nie dla naszych portfeli, to jest przynajmniej o czym gadać. Nie przestając tropić win, które już za rok czy za dwa wykonają skok Beamona (jeśli pamiętacie, kto to był). Ja na przykład obstawiam beaujolais Daniela Boulanda, już słabo dostępne. Albo wina Thierry Germaine`a (Saumur-Champigny oczywiście) z Domaines des Roches Neuves (są i u nas). Dzisiaj już drogie i głośne, te najlepsze za 40-50 euro; jutro moim zdaniem za 150. Jeśli się mylę, stawiam szampana. No, powiedzmy Crémant de Loire.


Marek Bieńczyk


Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.