Wtorek, 18 Stycznia, 2022     ostatnia aktualizacja 17-01-2022
 
Suchy prezent
 
2021-12-01

Jeśli chodzi o tegoroczny prezent na święta dla winomanów, nie zastanawiajcie się długo, porzućcie myśl o dwudziestym korkociągu, tym razem takim fajnym, bo z masą perłową albo o metalowej łapce do trzymania butelki na stole w pozycji półleżącej, bo i tak się do niczego nie przyda, ani o kolejnych kieliszkach do wina, bo i tak się nie zmieszczą w szafie. Dobrą butelkę, oczywiście, zawsze można pod choinką złożyć, jednak w tym roku oczywistość jest oczywista, prezent suchy przede wszystkim: ósme wydanie (jakże staranne, wreszcie dobrze przełożone i świetnie redaktorsko opracowane) „Atlasu Wina” Jancis Robinson i Hugh Johnsona. Idealny prezent dla tych, których wino zaczyna pasjonować albo pasjonuje od dawna, zatem i dla nas samych. Powiedzcie swoim żonom lub swoim mężom, że nie potrzebujecie już kolejnego krawata, krawatki, skarpetek w barwach wszystkich flag narodowych albo pończoch ze wzorkiem cholernie podniecającym, zwłaszcza sprzedawcę, gdy wbija cenę do kasy fiskalnej. Księga pary Anglików jest mustem (to mój ukłon w ich stronę), czyli po naszemu musikiem. Kiedyś, kiedy grywało się w tysiąca, bywało się „na musiku”, teraz też jesteście, winomani, na musiku. Powiecie, „zara, zara, wolnego, kolego, mamy już wydanie trzecie i szóste, więc po co nam i ósme”. Ano po to, by trzymać rękę na pulsie i śledzić galopujące zmiany w mondovino. Trzeba by bardzo dokładnej lektury i pracowitej recenzji (może kiedyś napiszę), by sprawdzić całą rzecz dokładnie, ale wyrywkowy przegląd stron potwierdza, że autorzy nie odrywają kuponów od wydań poprzednich i wiedzą, w którym kościele dzwonią ostatnio kieliszki. Trudno znaleźć gdzie indziej w ten sposób zebraną najświeższą wiedzę.
Nie tylko dlatego, że autorzy zawinszowali sobie dla Chin – które stały się stety-niestety ważnym graczem rynku winiarskiego - sporo stron i map, piszą o Albanii, północnej Macedonii i Kosowie, lecz także dlatego, że dokładają spore szufle nowości przodującym krajom winiarskim jak Francja, Hiszpania, itd. Te aktualizacje są istotne, bez dwóch zdań, Bierzo czy Jura dzisiaj to nie to samo co Bierzo i Jura przed dekadą czy nawet przed pięciu laty, a przecież i w Bordeaux albo w Burgundii rzeczy również zmieniają się szybciej niż kiedyś.
No dobrze, Kosowo, Japonia, a gdzie Polska? No ni ma. Ni ma, panie, znowu nas skrzywdzono, do broni!
Pamiętam sprzed paru laty spotkanie degustacyjne w Apulii. Któregoś ranka na śniadaniu przysiadła się do mnie Jancis Robinson i zagadnęła o polskie wino. Bo wie, że się dzieje (nie tak dawno temu była zresztą w Polsce i całkiem miłe rzeczy o naszych winach napisała), bo będzie nowe wydanie atlasu, i pytała, kto mógłby polski rozdział współtworzyć. Rzuciłem parę nazwisk. Jednak nic się nie zadziało, dlaczego, nie mam pojęcia, może Mariusz coś wie, albo inni koledzy dziennikarze.
Zatem do broni, za wino nie wasze, a nasze! Rzeczony Mariusz ruszył i krzywdy szablą w kształcie pióra odkupił.



Muszę o moim miłym kompanie i to słowo powiedzieć, że człek Kapczyński skromny jest i z gustem. Zdarza mi się wchodzić na strony artystów czy kolegów pisarzy, a tam huk i krzyki głośne. Ludzie, ludzie, słuchajcie, moja książka wyszła, to niesamowite, wyszła na Malcie, ludzie, ludzie, trzymajcie mnie, bo nie uwierzę, mój artykuł ukazał się w „Głosie Cypru”, ludziska, ludziska, nie dacie wiary, ale w Dolnej Saksonii zrecenzowano mój tomik!
Sam na Vinisferze o swoim dziele Mariusz tak ochoczo nie wspomni, więc go wyręczam z przyjemnością. Ludzie, ludzie, nie dacie wiary, „Atlas wina. Polska” napisał! Wiem, że wiecie, ale czy odpowiednio głośno krzyczycie? Ludzie, ludzie, niesamowita sprawa, to samo wydawnictwo od Atlasu Jancis i Hugh, „explanator after hours”, miało z Mariuszem kapitalną ideę, by dopisać brakujący rozdział (który stał się całą odrębną książką) i wydać go razem w ten samej szacie graficznej. Moja męka z Jancis na śniadaniu w Apulii (bo strasznie dukam po angielsku) nie poszła na marne! No, żartuję nieco, ale ten polski Atlas to też jest musik. Pięknie wydany, mnóstwo pożytecznych informacji (na przykład bardzo poglądowe tabelki z rocznymi temperaturami w każdym regionie), ale też indywidualny rys, czyli opowieść prowadzona przez Mariusza. Serdeczna dla polskiego winiarstwa, lecz nie przesadna i wyważona. Nie pisze, że jesteśmy „czarnym koniem Europy”, ani nową Burgundią itd., itp., lecz rzeczowo przedstawia zalety i braki. Ma nadzieje i umie je racjonalnie uzasadnić, ale też ograniczyć.
W przeciwieństwie do atlasu angielskiego, pozbawionego tym razem rekomendacji, Mariusz wspomina o konkretnych posiadłościach, chwali te, jego zdaniem, najlepsze, pokazuje twarze ludzi. Jego atlas nie przestaje być atlasem, choć ma takie przewodnikowe wtręty – inaczej w tej chwili, właśnie wiążąc wiedzę ogólną z praktyczną, nie da się o polskich winach pisać. Winnic już jest sporo, ponoć ponad trzysta, ale to gdzie indziej nie składałoby się nawet na jedną dużą apelację. Pozostajemy w małym kręgu, gdzie to nie tyle wielowiekowe dzieje, jak w przypadku Burgundii czy Barolo (itd.), wpływają na kształt dzisiejszego winiarstwa, co właśnie jednostki, ludzie, którym przyszło na myśl stworzyć historię polskiego wina. Stworzyć, gdyż jeśli nawet w niektórych miejscach jak Zielona Góra dawno temu winnice istniały, to ogólnie rzecz biorąc polscy winiarze są Kolumbami – kiedyś za lat pięćdziesiąt czy sto kolejne pokolenia będą stawiać im pomniki.
Zatem do księgarni, Panie i Panowie, trzeba również czytać, żeby wiedzieć, co się wypiło. I zawczasu życzę Dobrych Świąt. Suchych od strony prezentów, mokrych od wiadomej strony.


Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.