Środa, 11 Grudnia, 2019     ostatnia aktualizacja 10-12-2019
 
Po VI Konwencie Winiarzy
 
2011-06-21

Oto podsumowanie VI Konwentu Polskich Winiarzy, który odbył się 18-19 czerwca 2011 roku w Zielonej Górze. To garść przemyśleń, impresji i zdjęć. Wkrótce opublikowane zostaną noty degustacyjne wszystkich prezentowanych win.


1. VI Konwent Polskich Winiarzy dał po raz kolejny znakomitą okazję do poznania się i integracji środowiska oraz oczywiście degustowania win. Spotkanie potwierdziło, że KPW cały czas ma rację bytu, że jest najważniejszym i oczekiwanym wydarzeniem winiarskim - zgłosiło się bowiem ponad 60. winnic (z czego prawie 40 przedstawiło wina do omówienia), warto podkreślić znaczny wzrost udziału posiadłości z dolnośląskiego i lubuskiego. W Zielonej Górze zdegustowaliśmy i skomentowaliśmy ponad 80 win (plus liczne dodatkowe wina próbowane w kuluarach, podczas wieczoru integracyjnego czy innych spotkań).

2. Nieobecności. Na konwencie zabrakło Małopolskiego Przełomu Wisły. Nie pojawił się z tego regionu nikt (podobnie jak w zeszłym roku). Nieobecność MPW, choć przyjęta dużym zdziwieniem, nie wywołała jednak szczególnej burzy. Fakt ten właściwie skwitowano chłodnym milczeniem. Oczywiście nie ma żadnego przymusu uczestnictwa w konwencie, ale nie dziwi, że w takiej sytuacji zrodziły się poważne pytania o środowiskowy wyłom i niepotrzebną politykę izolacji uprawianą przez ważny przecież region winiarski. Co prawda dotarła do nas informacja, że w tym samym czasie odbywało się w Janowcu walne zebranie stowarzyszenia, jednak trudno zrozumieć to tłumaczenie - termin konwentu znany był wszak kilka miesięcy wcześniej... Szkoda. Brak MPW wpłynął na pewno na brak możliwości uzyskania pełniejszego obrazu rocznika 2010 oraz oceny winiarskiej sytuacji w tamtym regionie.
Na Konwencie zabrakło też znanych winiarni, w tym komercyjnie istniejących na rynku, jak Winnice Jaworek, Adoria czy należącej do Marka Krojciga - Winnicy Winna Góra, której - w kontekście miejsca, gdzie odbywał się konwent - nieobecność widać było szczególnie.



3. Panel degustacyjny. W komisji komentującej wina zasiadły osoby o różnych winiarskich doświadczeniach i reprezentujące rozmaite środowiska, byli to: Wiktor Bruszewski (PIWiW), Marek Jarosz (PIWiW), Tomasz Prange -Barczyński (Magazyn Wino), Wojciech Bosak (PIWiW), Agnieszka Wyrobek-Rousseau (niezależna, profesjonalna enolożka, którą udało mi się, przy pełnej akceptacji środowiska zielonogórskiego oraz PIWiW, zaprosić na KPW), Krzysztof Fedorowicz (Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa Winnice Lubuskie), Tomasz Kowalski (Zielonogórskie Stowarzyszenie Winiarskie) oraz piszący te słowa. Odświeżenie i poszerzenie panelu zrobiło mu pod wieloma względami dobrze (choć narzekano nieco na momentami przydługie przerwy i narady w  komisji). Nową jakość wprowadziła, wspomniana już a znana części polskiego środowiska winiarskiego, enolożka - Agnieszka Wyrobek-Rousseau. Jej profesjonalne, kładące nacisk na techniczne analizy wina, komentarze dodały ocenom zróżnicowania i barwy - spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem wśród winiarzy.
Poprosiłem Agnieszkę o krótki opis wrażeń po KPW. Oto jej komentarz, który dobrze wpisuje się w to podsumowanie:
Na VI konwencie polskich winiarzy zaprezentowano 84 wina prawie sześćdziesięciu producentów. Takich, których produkcja ogranicza się do zrobienia 30 litrów w piwnicy i takich, którzy już sprzedają swoje wina. Wydaje się, że w tym kontekście podzielenie degustacji na dwa dni  zwiększyłoby jej obiektywizm, bo po sześćdziesiątej próbce coraz częściej słyszało się komentarze dotyczące bardziej gustu degustatora niż wina w kieliszku, ale rozumiem, że to bardzo podniosłoby koszt organizacji imprezy a winiarstwo nie jest najbardziej dochodową gałęzią polskiej gospodarki... Różnorodność win była niezwykła. Od takich, na których można by się uczyć rozpoznawania wad win, po takie, w których wyraźnie widać było zastosowanie nowoczesnego sprzętu i nadzór profesjonalistów. Podejrzewam, że dobrych win byłoby dużo więcej, gdyby były one przysłane na miejsce co najmniej dwa tygodnie przed degustacją, a nie przywiezione dzień wcześniej albo wręcz w jej trakcie. Ośmielam się wyrazić taka opinię po zdegustowaniu kilku win, które próbowałam raptem tydzień czy dwa wcześniej u producentów i były o niebo lepsze. Niektórzy winiarze wręcz nie rozpoznawali swoich win. Drobiazg, a sprawia ogromną różnicę.
Największe wrażenie zrobiły na mnie wina różowe. Nie było ich wiele, ale te które były, reszcie Europy nie ustępowały w niczym. Na pewno warto kontynuować ten kierunek.
Generalnie na tle innych, wyróżniały się wina Winnicy Jakubów, Winnicy Płochockich, Rodziny Steckich, Winnicy Dębogóra, Winnicy Łany,  Winnic Wzgórza Trzebnickie, Winnicy Comte, Winnicy nad Dworskim Potokiem i likierowa Jutrzenka Winnicy Golesz.
Mimo, ze większość trunków pochodziła z najgorszego od ponad trzydziestu lat, w tej części Europy, rocznika 2010, widać było bardzo wyraźny postęp jeśli chodzi o jakość. Oby tak dalej.Bardzo cenne  były wykłady prowadzone w drugim dniu konwentu w Palmiarni, a zwłaszcza analiza najnowszej ustawy winiarskiej. Otwarta dla publiczności degustacja , też jest świetnym pomysłem i mam nadzieję, że będzie on kontynuowany.


4. Formuła. Po rozmaitych próbach modyfikacji, ulepszenia sposobów w jaki przeprowadzane powinny być konwentowe degustacje, w Zielonej Górze stanęło na degustacji w ciemno. Chodziło przede wszystkim o ukrócenie podejrzeń o stronniczość, schlebianie gustom, etc., słowem - równe szanse dla wszystkich.
Degustacja "w ciemno" nie kłamie  nigdy - powiadają degustatorzy. Rzeczywiście, jest to metoda czasami zaskakująco okrutna w swej obiektywności. Mimo oczywistych i niepodważalnych walorów wprowadzenia takiej formuły trzeba pamiętać, że może to być broń obosieczna. Boleśnie przekonał się o tym niejeden - zarówno z publiczności jak i z panelu degustacyjnego. Jak się okazało (wspominała już o tym powyżej Agnieszka) - kilku winiarzy zwyczajnie nie rozpoznało swojego wina. Degustowanie "w ciemno" przyniosło i inne zaskoczenia - zazwyczaj bardzo dobrze komentowane wina z Winnicy Płochockich tym razem skomentowano bardziej wstrzemięźliwie. Jednak wina te i tak wypadły nieźle - warto w tym względzie zobaczyć wyróżnienia najciekawszych win we wpisach Tomasza Prange-Barczyńskiego czy Agnieszki Wyrobek-Rousseau.
Po konwencie niemal jednogłośnie uznano, że formuła degustacji "w ciemno" satysfakcjonuje uczestników i powinna być podtrzymana w kolejnych edycjach wydarzenia. W kwestii innych ulepszeń "technicznych", na pewno warto przemyśleć udział nowej lub wyznaczonej w panelu osoby, która moderowałaby dyskusję, prowokowała pytania i na swój sposób porządkowała napięcie i atmosferę degustacji.



5. Wina. Rocznik 2010 winom nie sprzyjał i wahania amplitudy jakości podczas KPW były spore - będę o tym za chwilę szerzej pisał omawiając wina. Główne wady win (co było do przewidzenia w kontekście słabiutkiego rocznika) to niedojrzałość owoców użytych do wyrobu wina, przesiarkowanie, nadmierna ekstrakcja garbników podczas maceracji, wady bakteryjne czyli brak wystarczającej higieny w winiarni.
Najsłabiej wypadły wina czerwone (choć początek serii była zaskakująco dobrze obiecujący). Rozwiązaniem mądrym i logicznym było w słabym roczniku odpuszczenie sobie zmagań z "czerwienią" i wyprodukowanie wina różowego - sięgają po taki sposób producenci w naszej, bardzie pogodowo kapryśnej, części Europy, o czym miałem sie okazję przekonać choćby podczas niedawnej wizyty na Morawach. Pokazały to też konwentowe wina różowe, które wypadły najbardziej równo i interesująco pod względem jakościowym. Piło się je z prawdziwą przyjemnością. Wina białe - miały spore zróżnicowanie jakościowe, ale ogólne wrażenia nie były najgorsze.
Po zeszłorocznym konwencie wydawało się, że w Zielonej Górze zaprezentuje się większa liczba win musujących, ale producenci jednak nie zdecydowali się – bardziej skomplikowany i technologicznie wymagający sposób produkcji zapewne ciągle odstrasza winiarzy.

Zawsze podkreślamy, że konwent nie jest konkursem i nie chodzi w nim o pokazywanie tylko najlepszych win. Ma być okazją do pokazania prób z nowymi odmianami (Abudance 2010 z Winnicy Golesz nie był może winem najdoskonalszym, ale pokazywał styl i możliwości jakie daje ta bardzo odporna na mróz odmiana), winami (musujące), czy eksperymentami z własnym stylem (nieco staroświeckie, trzymane długo nad osadem z Winnicy Pod Dębem).

Gdyby tak na gorąco wyróżnić najciekawsze wina, to pochodziłyby one z następujących winnic (kolejność przypadkowa): Winnica Jakubów, Winnica Łany, Winnica Rodziny Steckich, Winnica Pałac Mierzęcin, Winnica Płochockich, Winnica Dębogóra, Winnica Golesz, Winnica Comte. Moją uwagę zwróciły też duże jakościowe i stylistyczne zmiany w Winnicy Julia należącej do Romana Grada.
 
6. Atmosfera. Były liczne głosy, że to był to jeden z najlepszych konwentów, widoczna była dobra integracja środowiska, degustacja w ciemno oczyściła atmosferę i wykluczyła podejrzenia o stronniczość. Ogólny klimat imprezy był bardzo dobry. Trzeba mieć nadzieję, że uda sie go podtrzymać przez następne edycje KPW i udanie zażegnywać wszelkie spory i nieporozumienia.

7. Prezydencja bez polskich win.
Życie dopisało swoisty epilog do KPW. Właściwie dzień po jego zakończeniu agencje prasowe doniosły, że: Polskie wina nie przeszły pomyślnie degustacji u ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Podczas prezydencji Polska będzie promować dobre, węgierskie wina. Minister Sikorski powiedział: Skonsultowałem z najlepszymi polskimi sommolierami (pisownia oryginalna - MK), wręcz dokonaliśmy w pałacyku MSZ na Foksal degustacji. No i jakby to powiedzieć..., ta degustacja nie skończyła się pełnym sukcesem - powiedział Sikorski.
Zaskakująca jest ta decyzja i komentarz ministra. Uzasadnienie odrzucenia udziału polskiego wina w imprezach związanych z prezydencją Polski w UE jest mocno niejasne (nie wiemy chociażby czyje wina były degustowane i przez kogo?), podobnie jak kwestie "podparcia się" w tej materii akurat winami węgierskimi. Wydaje mi się, że istnieją polskie wina, które spełniają wymogi jakościowe i mogłyby być serwowane podczas "europejskich" kolacji. A że win tych jest mało? Można warto było jednak skorzystać z dostępnych partii najlepszych win i zaserwować je podczas najbardziej istotnych i prestiżowych wydarzeń, pokazać coś co może nie jest jeszcze najdoskonalsze, ale własne, lokalne, pokazujące pasję i powrót do tradycji, itd. Szkoda, że tak nie będzie, bo była to znakomita okazja, by polskie wino promować. Po niedawnym - udanie wspierającym rządowym "zagraniu", związanym z korzystną zmianą ustawy winiarskiej, bardzo szybko  polscy winiarze poczuli hamujący "faul". No i cały czas nie wiemy czy rozgrywki toczą sie wedle zasad  fair play...
Nic dziwnego, że w internecie zawrzało i zapachniało skandalem (można poczytać tutaj, tutaj i tutaj).

8. Podziękowania. VI Konwent Polskich Winiarzy został zorganizowany przez Zielonogórskie Stowarzyszenie Winiarskie, Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa Winnice Lubuskie, Polski Instytut Winorośli i Wina oraz Magazyn Wino.
Przy okazji - warto w tym miejscu podziękować kolegom z Zielonej Góry za zaangażowanie, pracę i wspaniałe przyjęcie.

Zgodnie z zapowiedzią Organizatorów, następny konwent odbędzie sie na Podkarpaciu, data (jeśli nic nie stanie na przeszkodzie) - 16-17 czerwca 2012 r.

Opisy i noty degustacyjne win z VI KPW - tutaj.

Tekst: Mariusz Kapczyński

Zdjęcia: Tadeusz Kruczek, Ewa Wawro (Stowarzyszenie Winiarzy Podkarpacia)

Przyłącz się do nas na Facebooku

Galeria